Jeśli marzysz o odpoczynku od wirującego w zawrotnym tempie świata, spędzeniu kilku dni w towarzystwie przyjaciół lub rodziny, spacerach na świeżym powietrzu, ciszy i spokoju, wieczorach przy kominku lub grillu w gronie najbliższych, radości z każdej chwili bez zasięgu telefonicznego.. to świetnie trafiłeś! Ten artykuł jest właśnie o takim miejscu: Chałupa Olejarzówka w miejscowości Węglówka. Zapraszam!

 

Chałupa Olejarzówka to moje odkrycie ostatniej jesieni. Zdecydowanie nie ma bardziej urokliwego, klimatycznego i pięknego miejsca w Beskidzie Wyspowym niż ta chata, w której wszystko jest zrobione własnoręcznie przez właściciela, serdecznego Pana Adama Drabika. Chata wykonana jest w góralskim stylu i rewelacyjnie koresponduje z otaczającymi ją niskimi górami. Chałupa Olejarzówka to ogromny i wspaniały dom, który choć teoretycznie przeznaczony jest dla maxymalnie 9-osobowych grup, to spokojnie może pomieścić więcej osób (oczywiście za zgodą Gospodarza).

Skąd się tam wzięłam i co w niej robiłam? Zanim odpowiem, najpierw trochę achów i ochów!

Chałupa Olejarzówka

Chata składa się z 3 kondygnacji. W podziemiach znajduje się piwnica, składzik i drugie wejście do chaty – myślę, że ten obszar może jeszcze zostać ciekawie zaaranżowany, bo obecnie nie służy do użytku dla gości. Ale w związku z tym, że dom wykończony został zaledwie 2,5 roku temu, toteż zapewne jeszcze dolna część może nas w przyszłości zaskoczyć ;) Natomiast zewnętrzne wejście na pierwszy poziom, gdzie znajduje się taras z wiklinowymi fotelami i stolikiem, sprawiło, że poczułam regionalny klimat! Chałupa z tej perspektywy jest baaardzo pokaźna!

03

Kiedy weszłam do środka zaskoczyło mnie w niej przestronne rozmieszczenie pomieszczeń. W dodatku folklor pomieszany ze stylowym i niezmiernie funkcjonalnym urządzeniem wnętrza zrobił na mnie spore wrażenie. Na tym poziomie znajduje się w pełni wyposażona góralska kuchnia, w której znalazłam takie sprzęty jak piec kamienny na drzewo, siekierę…. ale i mikrofalówkę ;) W uroczo skomponowanych półkach i schowkach znajduje się również zastawa i wszelkie niezbędne sprzęty do gotowania potraw.

Chałupa Olejarzówka

Kuchnia połączona jest z jadalnią i dłuuugim biesiadnym stołem. Wieczorne rozmowy, okraszone wybornymi trunkami, mogą trwać przy nim bez końca ;) Wiem co mówię! A wszystko to w otoczeniu góralskiego dobytku na ścianach – na szczęście skomponowany został ze smakiem i bez wielkiej przesady.

Chałupa Olejarzówka

W sumie ja kocham góry i taki regionalny klimat, więc mnie on nie przytłaczał :) ale niektórzy mogą mieć wrażenie, iż strasznie dużo jest tutaj dodatków góralskich. Aczkolwiek uważam, że to właśnie podkreśla klimat tego lokum i wcale nie przytłacza, tylko nadaje specyficzny charakter wnętrzu, jak przystało na góralską chatkę. Na tym samym poziomie ulokowany jest jeszcze bardzo duży salon z kominkiem, gdzie można urządzić uroczą posiadówkę, czego też nie omieszkałam uczynić, ale o tym za chwilę.. ;)

Chałupa Olejarzówka

Wszelkie „zdobycze” zdobiące tę ciekawą chatę, stanowią zapewne swoistą atrakcję dla miastowych turystów ;) Wrażenie robią również detale i zdobienia każdego, najmniejszego szczegółu w tej wspaniałej chacie, jak klamki czy uchwyty na drzwiach zrobione z drewna, na przykład w kształcie gałęzi leśnych. Po prostu majstersztyk!

Jak widać na załączonym wyżej obrazku: strome schody wiodą na piętro, gdzie z przedpokoju jest wyjście na przemiły balkon. Urocza atmosfera, pachnące drewno, balkon z wiklinowymi siedziskami i ciepłe jesienne słoneczko.. idealne miejsce na książkę!

Chałupa Olejarzówka

Chałupa Olejarzówka

Poza tym na piętrze znajdują się trzy pokoje (każdy z wewnętrzną łazienką), które urządzone są bardzo praktycznie, schludnie i ze smakiem. Poranne słońce przebijające się przez okna w sypialni to coś, co zapamiętam z tej chałupy jako sielską aurę, otaczającą ją jakby była moim domem z marzeń.. Ach :)

Chałupa Olejarzówka

Na zewnątrz chaty ulokowana została kolejna strefa, stworzona do radosnego biesiadowania: pięknie wykończona duża altana ze stołami i ławkami, do tego grill, a także miejsce na ognisko.. Aż szkoda, że nie zdążyłam skorzystać ze wszystkich możliwości! Ale następnym razem zapewne to uczynię :)

Co można robić w Węglówce poza biesiadowaniem w chałupie? Przede wszystkim spacerować po niskich górach Beskidu Wyspowego! W zasięgu naszych nóg są takie szczyty jak: Lubomir (904 mnpm), Lubogoszcz (968 mnpm) i Śnieżnica (1006 mnpm). W zimie natomiast śmiało można podjechać pod stok narciarski o nazwie Śnieżnica i cieszyć się białym szaleństwem. Aczkolwiek przede wszystkim da się tutaj odetchnąć od zgiełku miasta, pooddychać świeżym powietrzem i odciąć absolutnie od kontaktów telefonicznych (permanentny brak zasięgu! Ale za to internet hula pełną parą!). Przy okazji przypomniało mi się, że Gospodarz oferuje również pokoje do pojedynczego wynajęcia, a niekoniecznie od razu całą chatę.. ;)

Beskid Wyspowy

Jak znalazłam to urocze miejsce i co tam jeszcze robiłam? W ferworze przygotowań do panieńskiego mojej siostry.. ;) wpadłam na genialny pomysł: zamiast typowej panieńskiej imprezy, coś co Iwie spodoba się najbardziej, czyli wypad w niskie górki i babski wieczór w kameralnym gronie :) Dziewczyny żwawo zaaprobowały moją propozycję i postanowiłyśmy zrobić Iwie niespodziankę: wszyscy wiedzą, gdzie jedziemy, oprócz głównej bohaterki ;) Było fantastycznie..!

Pomijając drobne i niespodziewane, acz dodające pikanterii, atrakcje typu:

  • absolutna mgła podczas dojazdu (zamiast w godzinę z Krakowa, dojechałyśmy w dwie.. W sumie spowodowane było to także szaleństwem GPS-a w okolicach Węglówki, gdzie kompletnie gubi się zasięg i GPS wyprowadza wszystkich w pole – ..eh, a poza tym w aucie były same baby, w tym jedna, która nie wiedziała gdzie jedzie, a pozostałe nie sprawdziły wcześniej dokładnie trasy.. tak więc no.. ;)
  • absolutna mgła podczas wypadu w górki (zgubiłyśmy się w drodze na Śnieżnicę tak bardzo, że kluczyłyśmy wokół znaku rozpoczynającego szlak dobrą godzinę. Kiedy w końcu udało nam się odnaleźć dalszą część trasy, to zaraz również ją zgubiłyśmy i wylądowałyśmy na stoku narciarskim, którym postanowiłyśmy skrócić sobie trasę..)
  • zgubienie mojej komórki na wspomnianym stoku narciarskim (czego kompletnie nieświadoma byłam aż do momentu poweekendowego pakowania się, a w sumie do przyjazdu do Krakowa – jednak miałam nadzieję, że wpadł gdzieś w czeluście moich toreb, tylko zasięgu brak.. Niestety zaginął na stoku, aczkolwiek „stety” kolejnego dnia pewni dobrzy ludzie odnaleźli go na owym stoku całego i prawie zdrowego. Jako, że dobrzy ludzie pochodzą z Krakowa ;) toteż mój marnotrawny telefon powrócił do mnie w ekspresowym tempie – tutaj pozdrawiam parę znajdującą cudze telefony nie po raz pierwszy! A nuż trafią na mego bloga i skojarzą tę historię ;)
  • brak schroniska na szczycie Śnieżnicy (kiedy w końcu po mglistej wędrówce udało nam się dotrzeć na szczyt, czekała nas kolejna niespodzianka.. A czytałam w jednym z przewodników, że schronisko jest! Więc nie miało prawa go tam nie być.. ;) Eh.. 9 zmęczonych i napalonych zarazem (na grzańca) kobiet na szczycie góry, gdzie nie ma schroniska.. wyobrażacie to sobie….? :D)

..poza tymi drobiazgami i jeszcze kilkoma już bardziej tajnymi historiami z wieczoru, to było przecudownie spędzić weekend w Chałupie Olejarzówce :) Polecam każdemu! A kto się tam wybiera, niech dokładnie sprawdzi dojazd, bo GPS lubi płatać figle ;)

Na zakończenie moja śliczna siostrunia, która zezwoliła na publikację jedynego zdjęcia oddającego klimat wieczoru w chacie!

Sajko